piątek, 15 grudnia 2023

Filmy nasze

 

Otwarcie nowego rozdziału Studia Nagrań 

im. Fundacji U Źródeł.



Spotkania Droszkowskie 



Jesień w konarach drzew i Źródełko 



Rozmowy z Leonardem Część I 



Rozmowy z Leonardem Część II 



Rozmowy z Leonardem Część III 



sobota, 30 września 2023

Filmy Joanny

 

Zima pod Ptasznikiem



Lato pod Ptasznikiem



Jesień pod Ptasznikiem



Hruba Skala 2 maja 2023



Pisane na wodzie



Prachowskie Skały



W Jaskini Na Pomezi



Skalny Labirynt w Besedicach



Hajnówka - odpust 07.07.2021



piątek, 4 sierpnia 2023

Noc


Noc






Cztery pory dnia
Poranek, Dzień, Wieczór, Noc
(reminiscencje z Droszkowa - wiosna 2009)
 

              … - śpij i śnij – się powiedziało szeptem jeszcze raz… nie wiem dzisiaj, czy na jawie, czy już we śnie. Ten moment jest akurat dla mnie zawsze ledwo uchwytny.
            … ciemno i cicho, nawet ćmy żadnej. Uśpiony pejzaż, za oknem i w pokoju, a przecież nie tak dawno jeszcze wędrowały tu po ścianach cienie różne, jakby to one same przemieszczały się, żyły i współtworzyły tę przestrzeń. Teraz nie ma ani jednych ani drugich. Czyżby życie zgasło, czyżby to miał być koniec świata tego i wszystkiego?...
            Objąłem ukochaną ramieniem, moja dłoń spoczęła na jednej z jej piersi. Ich ciała przylgnęły do siebie, nogi splotły, wypukłości wtopiły w jedno i stworzyły całość, pełną różnych odcieni. Ciepło i energie, wędrowały teraz w obie strony i  uzupełniały się. Oddechy miarowe i ciche, mówiły, że za chwilę rozdzielą się, bo inaczej by spłonęli...
             Tęskna była zawsze ta chwila dla mnie, …chwila zaufania, połączenia i oddania. Tak… wyczekiwana, on i ona jako jedno… tajemnica jedności ponad zrozumienie…
            Prawa natury są jednak nieubłagane i nie wiem, czy jeszcze tu byłem czy… nie wiem gdzie. Czy to, co dzieje się, to jawa czy sen.
            Gdzieś wędrowałem, nie pierwszy raz… bezdrożami, na przełaj, po stokach górskich, przedzierając się przez zarośla, odnajdując przejścia, ścieżki leśne…
            No tak, ale która to z kolei wędrówka, kiedy całe życie nieustająco nią było. Nie mam przecież swojego domu, jako że, wszystkie, w których dotąd bywałem, bliskich, ukochanej, przyjaciół, napotykanych ludzi po drodze i ten świat cały, są nim….
            W wirze zdarzeń po drodze, losu, pragnień, tęsknot, znalazłem się tutaj, w miejscu, które stało mi się bliskie, w którym zapragnąłem budować nową rzeczywistość i przyszłość z umiłowaną.
            Ale… może nie będzie mi dane, może… czeka mnie wędrówka dalej. Gdzie indziej... ale dokąd… dlaczego… nie rozumiem tego, przecież wszystko układa się pomyślnie. Jest mi tu dobrze, czuję się spełniony.
            Czy trzeba będzie zostawić to wszystko, zrezygnować z tego, co już jest, co jest piękne, pełne świadomego zrozumienia?
            Czy nie taka jest ich wola, tych dwojga, czy nie taka jest ich wspólnie uświadomiona decyzja...
            Czy poróżnią się, i ich język, a w ślad za nim wyobrażenia…
            Dziwne myśli, dziwne fabuły sennych obrazów rodzą się teraz w mej głowie. Nie wiem, co jeszcze mnie czeka… wieczna wędrówka jaką jest życie, przynosi czasem wyzwania, których nigdy byśmy się nie spodziewali. Budujemy teraźniejszość i w jakimś momencie przychodzi ona i mówi, zostaw wszystko i chodź, bo coś innego jest dla ciebie przygotowywane.
            Zaraz, zaraz, czy można tak postąpić i… w takim momencie, zostawić umiłowaną i wszystko pozostałe i odejść…, co za dziwny sen, sen słów myśli, choć i obrazów z przeszłości pełen. Plączą się one teraz i gubią chronologię zdarzeń.
            Minęła północ, na nieboskłonie migocą gwiazdy, tworząc konstelacje przeróżne. Komunikują się między sobą. Ich aktywność oddziałuje także na tych dwojga, tam na dole, gdzieś na końcu świata, którzy już teraz zapewne śpią i przestali śnić...
            Gdzie oni teraz są? Ich ciała leżą obok siebie, nieporuszone, w spokoju, miarowo oddychają, tak więc, gdzie oni teraz są?… tajemniczy to moment. Czy można go odgadnąć? Czy może są tam, gdzie zawiera się wszystko co jest i nic... Czy sięgają źródeł początku, by  powrócić z nastaniem dnia nowego, następnego. Tyle niewiadomych…
            Teraz śpią, nie słyszą, więc mogę snuć swoją opowieść o nich dalej.
            Uwikłani wcześniej w meandrach życia ciągnącego się wiele, wiele lat, do czasu… gdy spotkali się i zauważyli nawzajem. Obciążeni przeszłością, która odcisnęła się piętnem na każdym z nich, zapałali do siebie wielką miłością, a ta jęła tkać dla nich nową rzeczywistość. Nie rzecz w tym, by opisywać koleje ich losu dzień po dniu, ale myślę, że warto zwrócić uwagę choćby na kilka szczegółów, które realizowali razem.
            Wszystko zaczęło się w górach. On miał stolarnię i kiedy ona tam przyjechała, nie znając go, do niego, wykonał ławeczkę dla niej, na jej prośbę. Wtedy ona codziennie zaglądała do niego i sprawdzała na jakim etapie realizacji jest jej prośba. Siadała na niewykończonej jeszcze ławeczce i sprawdzała jej przyjazność dla niej samej. Takie były początki. Z informacji, którymi się w owym czasie dzielili, snuli przypuszczenie, że mogli byli spotkać się wiele, wiele lat wcześniej, a ścieżki ich prowadziły w Bieszczady, w których byli wtedy, w tamtych czasach. Jednak nie było im dane świadomie się zauważyć.
            Trzecie spotkanie miało miejsce dużo później. On wrócił do dużego miasta, w którym ona mieszkała i ponownie zaczęli spotykać się, ale tęsknota za otwartą przestrzenią, za żywą przyrodą, wędrówką, zwierzętami, roślinnością wszelką, niemalże co tydzień, bez względu na porę roku i pogodę, wciągała ich w świat górskich przestrzeni, by na przełaj przedzierać się przez zarośla, odnajdywać drogi, przejścia, czy ścieżki zwierzyny leśnej.
            Wchodzili i schodzili, docierając do miejsc tajemniczych, odkrywając znane jak i nieznane formy, jakże piękne i urzekające, rzeźbione przez przyrodę, która nie szczędziła im tych przeżyć, jako że sama w sobie ma nieskończone możliwości. Tym bogactwem upajali się prawie na każdym kroku. Rozpościerały się przed nimi widoki po horyzont, ze wschodami i zachodami słońca, pasmami grzbietów, wąwozami, lasami różnej maści, potokami przy których klękali czasami i całując lustro wody, gasili pragnienie.
            Szli ciągle przed siebie, zawsze do przodu, a w chwilach uniesienia i zachwytu ich oczy, czy ręce spotykały się, bez słów. Życie rzeźbiło wyjątkową  niepowtarzalność ich osobowości w słońcu, deszczu, burzach z grzmotami dookoła, śniegu po pas prawie, czy skrzypiącym pod stopami na mrozie, który smagał ich policzki, czy wreszcie w nocnych przeprawach, a radość rozpierała serca.
            Spotykali się, dużo czasu spędzali ze sobą, ale chcieli w końcu zamieszkać razem, właśnie tam, w górach, które kochali nade wszystko. Każdy wyjazd był dla nich także rozglądaniem się za miejscem, które mogłoby stać się przystanią na dalszą część życia.
            Minęło kilka lat, kiedy w końcu dotarła do nich informacja, że jest taka dolinka, a w niej dom, stary dom, pamiętający poprzednią epokę, opuszczony, ale nadający się do zamieszkania od zaraz. Pojechali go zobaczyć. Spojrzeli na siebie, wszystko było jasne. Tak, to tu będą budować nową rzeczywistość, ale już razem, rzeczywistość podmiotową w każdym calu, z misiem, który na nich czekał uwiązany na łańcuchu, by go uwolnili. Odżył, kiedy odpięty odzyskał wolność, tak ważną dla niego jak i dla nich. A radość rozpierała ich w każdym momencie działań najprzeróżniejszych, codziennych, budowania nowej rzeczywistości, opartej na bezgranicznej miłości do wszystkiego. To nie musi być idylla. Tak było, a potem nadszedł ten moment nieoczekiwany, niechciany, nieproszony…
            To co teraz działo się w jego głowie było zapowiedzią przyszłych wydarzeń, które teraz resztki snu zamazywały, by nie pamiętał, kiedy się obudzi.
            Noc bledła, gwiazdy traciły swą intensywność, pierwsze promienie światła, jeszcze nie słońca, zaczęły zaglądać do okna pokoju, w którym spali.
            Kiedy rano powraca świadomość i przywołuje z pamięci zdarzenia zapisane dnia poprzedniego i w przeszłości, to odbudowuje osobowości, stwarzając wrażenie ciągłości, takiego jakby dnia niekończącego się, od narodzin do śmierci.
            On i Ona właśnie wracali do świata, który wczoraj opuścili, ale chyba jeszcze w półśnie. Powoli odnajdywali teraz siebie nawzajem, by przytulić się, podzielić emanacją energii, tych niezależnych od ich woli, umysłu, pragnień czy niechęci, gdyż dzisiaj byli jeszcze w pełnej spójności, nie wiedząc co ich czeka w przyszłości.
            Lgnęli teraz do siebie coraz ciaśniej, chcąc może scalić się w jedno, jeden organizm o dwóch duszach i sercach.
            Coraz bardziej rozbudzeni powoli gubili granice ich dzielące i wnikali w siebie nawzajem. Tak rozpoczął się taniec poranny ich ciał i palców wędrujących po najskrytszych zakamarkach jeszcze nie w pełni przebudzonych. Spotkały się ich usta, bez słów.

 

lipiec 2023

 

LW